niedziela, 6 października 2013

"Alicja w Krainie Zombie" Gena Showalter

Ile już było paranormalnych romansów? Ile dziwnych stworzeń walczących ze złem? Ile magii i czarów w książkach dla młodzieży? Niezliczone ilości, które cały czas rosną i rosną. Tym razem w moje ręce wpadła swobodna interpretacja znanej wszystkim „Alicji w Krainie Czarów”.  Ale Alicja teraz znalazła się w krainie zombie. Jak sobie tam poradzi?

Tytułową Alicję poznajemy w dość normalnych okolicznościach – na zabawie z siostrą na podwórzu obok domu. Wydaje się, że wszystko jest normalne, ale szybko przekonujemy się, że wcale nie. Alicja i jej młodsza siostra nie mogą po zmroku wychodzić z domu. Ich ojciec bowiem ma pewną obsesję na punkcie istot czających się w mroku. Tylko on je widzi. Tylko on się ich boi. Alicja nie wierzy w bajki ojca, ale nie jest też w stanie przeciwstawić się mu. Pewnego jednak dnia, gdy zbliżają się urodziny Alicji, młodsza siostra błaga ją, by poprosiła ojca o pewną przysługę. W szkole będzie recital, w którym Emma chciałaby wziąć udział, problemem jest to, że skończy się on już po zmroku.

Alicja kocha swoją siostrę całym sercem, dlatego też postanawia wyprosić u matki pozwolenie. I choć idzie to opornie, w końcu udaje się namówić ojca i całą czwórką jadą na przedstawienie. Emma wypadła świetnie, wszyscy dobrze się bawili, oklaskiwali grających, a ojciec dziewczyn zaczął się robić coraz bardziej niespokojny. W pewnym momencie na siłę zaczął ciągnąć całą rodzinę do samochodu. Rozglądał się wokół, poprosił żonę, żeby to ona prowadziła i wybrała jak najszybszą drogę do domu. Ta jednak prowadziła tuż obok cmentarza. Dziesięć minut przed domem, tuż za cmentarzem, rozbili się, samochód dachował. Alicja obudziła się w momencie, gdy „istoty” pożywiały się jej ojcem. Jak to się skończy? Czy Alicja w końcu uwierzy w zło, o którym tak długo opowiadał jej ojciec?

Gena Showalter dość ciekawie potraktowała znaną wszystkim, kultową więc powieść. Mimo że jest to romans paranormalny, w którym mamy dziewczynę o pewnych mocach, mamy chłopaka tajemniczego, pewnego siebie i mamy między nimi chemię, która ciągnie ich ku sobie, to wbrew pozorom nie jest to odpychające. Właściwie to tuż po zakończeniu książki zaczęłam się zastanawiać kiedy będzie następna część. Wciągnęłam się. Historia toczyła się wolna, dając czytelnikowi czas na rozmyślanie, na poznanie nowego dla Alicji świata, w którym musiała nauczyć się żyć. Musiała pogodzić się z tym, że cały czas patrzyła na ojca krzywo, a on miał rację. Chronił swoją rodzinę.

Alicja jest typową bohaterką romansów dla nastolatek, mimo to ma w sobie jakąś ciekawą historię. Nie irytowała mnie, nie sprawiała, że chciałam zamknąć książkę i więcej do niej nie wrócić. Może dlatego, że dziewczyna sama chciała poznać prawdę, uczyć się walczyć z potworami, próbowała dać z siebie wszystko, choć niemalże nic nie wiedziała na ich temat. Może to właśnie ten upór, próba poradzenia sobie z własnymi demonami tak mnie do niej przekonała.

„Alicja w Krainie Zombie” to ciekawa książka. Czyta się ją szybko, płynnie, strony są wręcz pochłaniane. Nie można się od niej oderwać, a po przeczytaniu ma się niedosyt. To chyba mówi samo za siebie. Szczerze polecam.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Mira.


5/6

3 komentarze:

  1. Czytałam już naprawdę przeróżne opinie o tej książce. Jedne były bardzo pochlebne, inne bardzo negatywne. Sama już nie wiem co o książce myśleć. Chyba będę musiała ją przeczytać by wyrobić sobie własną opinię na jej temat :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam okazję przeczytać tę książkę, ale zrezygnowałam. Mam nadzieję, że będę miała jeszcze okazję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja byłam (nadal jestem) oczarowana ową pozycją ;)

    OdpowiedzUsuń

Podziel się ze mną swoją opinią :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...