sobota, 21 stycznia 2012

"Kiki van Beethoven" Éric-Emmanuel Schmitt


To już trzecia z kolei książka Schmitta w przeciągu dwóch tygodni, którą miałam okazje przeczytać. I coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że autor ma niezwykły talent do chwytania mnie za serce.  O ile wcześniejsze książki sprawiały, że potrafiłam płakać, tak ta wydobyła ze mnie niesamowite pokłady wzruszenia. Dziwnego, wręcz absurdalnego wzruszenia, ale do rzeczy.

Historia Kiki jest krótka, ale wartka. Starsza kobieta, mieszkająca w domu, nazwijmy go, spokojnego starości, swój czas spędza w gronie przyjaciółek. Jeśli powiem, że zafascynowana jest Beethovenem, to będzie to wielkie niedomówienie. Kiki kocha Beethovena, ubóstwia go, wręcz wielbi. To jego muzykę zaszczepia w swoim synu, to jego muzykę nosi we własnym sercu. To jego muzyka towarzyszy jej na każdym kroku. Do czasu. Gdy Kiki dorasta, Beethoven zostaje gdzieś w tyle, znika, a Kiki nawet tego nie zauważa. Dopiero gdy nabywa maskę z wizerunkiem kompozytora, zaczyna rozmyślać nad tym, kiedy przestała słuchać. Opowieść o kobiecie, która wraz z przyjaciółkami musi odbyć jedną z najtrudniejszych podróży. Podróż w głąb siebie, by odnaleźć to, co zatraciła. Podróż mająca na celu objęcie bólu i przyswojenia go.

Druga część książki „Kiedy pomyślę, że Beethoven umarł, a tylu kretynów żyje” to esej przedstawiający osobiste odczucia autora, ujawniający jego poglądy i w nowatorski sposób przybliżający czytelnikowi sylwetkę pisarza. Dowiadujemy się o tym, jakie ma spojrzenie na muzykę, jak wielką rolę odgrywała w jego życiu. To swoista spowiedź przed odbiorcą książki, która sprawia, że sami zaczynamy zadawać sobie pytania. Podróż Schmitta wywołuje w nas nostalgię. Tak jak autor zastanawia się nad tym dlaczego zapomniał o Beethovenie, tak i my zaczynamy zastanawiać się nad tym, dlaczego. Dlaczego?

Książka pełna jest dziwnej melancholii i ciekawych spostrzeżeń. Refleksyjna opowieść o tym, jak zanalizować swoje własne życie. Tak jak autor powraca do tego, co było dla niego ważne, a zdołał o tym zapomnieć, tak i my powinniśmy wrócić do siebie. Znaleźć odpowiedzi. Pytać się dlaczego. Dlaczego jesteśmy tak ulotni, dlaczego pozwalamy, by cierpienie miało nad nami kontrolę. Dlaczego.

Schmitt zabiera nas w podróż, w której nie ma prostych odpowiedzi. Tak jak w życiu. Zestawienie Mozarta z Beethovenem, mająca na celu ukazanie kontrastu między oboma kompozytorami, może być alegorycznym przedstawieniem tego, co z siebie dajemy, a tego, co możemy dać. Schmitt pisze, że Mozart jest idealny, wręcz boski, a Beethoven ludzki. Muzyka pierwszego stworzona jest dla wyższości. Muzyka drugiego – dla wszystkich. Porównanie ich ze sobą okazało się, moim zdaniem, trafnym zabiegiem, który zmusza do myślenia.

Autor po raz kolejny mnie oczarował. Po raz kolejny łapie się na tym, że jestem nim coraz bardziej zafascynowana, a jego książki wprawiają mnie w dziwny nostalgiczny stan. Nie mogę też opędzić się od myśli, że zakorzenia gdzieś we mnie to wzruszenie, o którym pisałam wcześniej. Przystępny język Schmitta sprawia, że za każdym razem, gdy sięgam po jego książkę wiem, że otrzymam to, czego chce – opowiedzenie o ważnych rzeczach w sposób jak najbardziej zrozumiały.

Książka dla tych, którzy nie boją się pytać. Dla tych, którzy chcą pytać. A szczególnie dla tych, którzy nie wiedzą jak te pytania zadawać.

Egzemplarz otrzymałam dzięki uprzejmości portalu Sztukater.

5/6

26 komentarzy:

  1. Autor czaruje wielu ludzi na świecie. Ma magiczną moc czarowania słowem, co jest rzadkością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Ja wpadłam jak śliwka :)

      Usuń
  2. Książka już za mną i również pozytywnie mnie zaskoczyła:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaciekawiła mnie ta książka już od jakiegoś czasu i mam chęć poznać ją bliżej, tym bardziej, iż twoja recenzja jest bardzo pozytywna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiki już czytałam i bardzo mi się podobała. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo lubię książki Schmitta, dlatego nie mogę się doczekać, kiedy będę miała okazję przeczytać jego "Kiki van Beethoven".
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. W książkach Schmitta jest zawsze jakaś magia. Taka magia, którą tylko on potrafi wytworzyć. "Kiki..." jeszcze nie czytałam, ale już czeka w kolejce. Natomiast czytałam inne pozycje tego autora i jestem zawsze zachwycona. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo sobie cenię tego autora tak więc kiedyś na pewno przeczytam "kiki..." ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Co prawda czytałam tylko tą książkę Schmitta, jednak ani trochę nie przypadła mi ona do gustu ;/

    OdpowiedzUsuń
  9. oh lubię tego pana, chciałabym przeczytać. zwłaszcza, że słynie z cieniutkich książeczek, więc poszłoby mi szybko, mimo nawału lektur który mam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, krótkie ale z przesłaniem :)

      Usuń
  10. Uwielbiam Beethovena i mam nadzieję, że po lekturze tej książki będę uwielbiać Schmitta :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad tą książką. Bardzo lubię styl pisania Schmitta. Każda jego książka niesie ze sobą przesłanie. A to co tutaj o niej napisałaś jest rewelacyjne. Muszę mieć tą książkę!
    Dzięki za recenzję, tej właśnie książki:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Cenię sobie twórczość tego autora. Czytałam już parę jego utworów. Są naprawdę "wyśmienite". I choć nie lubię tych gatunków literackich, to jednak coś mnie w nich urzeka. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Schmitt mnie po prostu urzeka :)

      Usuń
  13. Uwielbiam Schmitta i nic, ani nikt mnie nie odciągnie od jego książek :> Tą mam w planach, ale jeśli nie czytałaś, to polecam Ci jego "Dziecko Noego", jedna z moich ulubionych książek :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeszcze nie czytałam żadnej książki tego autora. Muszę to zmienić, skoro tak zachwalacie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytałam tą książkę i mi akurat nie przypadła do gustu :<

    OdpowiedzUsuń
  16. Raczej nie dla mnie, nie moje klimaty:P

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja do tej pory przeczytałam Schmitta tylko "Trucicielkę". O "Oskarze i pani Róży" słyszałam, że chwyta za serce. Po tej jednej lekturze, tak sobie myślę, że ten Francuz musi mieć niezwykły talent pisarski. Podobnie jak nasza rodzima Dorota Terakowska, której książkę właśnie kończę. Sorki, że tak odbiegłam od tematu na końcu, ale widzę podobieństwo w sposobie pisania tych dwojga. Być może to tylko takie może luźne skojarzenie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może :) Terakowskiej czytałam tylko jedną książkę, Schmitta już trzy i zakochałam się w jego kreowanym świecie :)

      Usuń
  18. Bardzo chcę przeczytać tę książkę; widzę, że naprawdę warto:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Schmitt ma rzadki talent udanego przelewania ulotnych chwil na papier. nie wiem czy Kiki spełni w tym zakresie moje oczekiwania, ale mam dobre przeczucia :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Powieści E.E. Schmitta wciąż są przede mną- na półce czeka już Odette i inne historie miłosne. Do tej pory przeczytałam jedynie Oskara i Panią Różę. Ciekawa jestem innych książek...

    OdpowiedzUsuń

Podziel się ze mną swoją opinią :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...